Nudno tutaj trochę… Dla mnie poproszę odrobinę dopaminy.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: 16-latka wraca ze szkoły do domu, wita się z rodzicami i idzie do swojego pokoju. Znów poczuła nudę, więc wyjmuje swój najnowszy sprzęt i zastanawia się nad pewnym wyborem. Na pilocie jest napisane: mała, średnia i duża dawka. – W sumie dzisiaj nic się nie działo… Ciągle to samo: pobudka, lekcje, sprawdzian i do domu. Niby czasem chodzę na imprezy, ale na nich wszystko jest tak jak na poprzednich. Należy mi się dzisiaj duża dawka. Dopaminy.

            Taki scenariusz nie odbiega bardzo od dzisiejszej rzeczywistości. Rolę tajemniczej maszyny dawkującej dopaminę mają dzisiaj inne rzeczy takie jak: gry komputerowe, portale społecznościowe i coś co każdy z nas lubi, czyli jedzenie. Odpowiedź na pytanie dlaczego ten neuroprzekaźnik jest tak ważny dla ludzkiego zachowania kryje się w tajemniczym miejscu w mózgu zwanym układem nagrody.

            To miejsce zwane również ośrodkiem przyjemności zostały odkryte przez przypadek w ramach badań nad szczurami w 1954 roku. James Olds i Peter Milner chcieli sprawdzić jak te małe zwierzątka będą reagowały na stymulację elektryczną pewnego obszaru. Z każdym kolejnym elektrowstrząsem szczury przeżywały euforie. Doprowadziło to do takiej sytuacji w której w ogóle nie poruszały się dopóki nie dostawały kolejnej dawki. Następnym krokiem badania było sprawdzenie jak szczury będą się zachowywały, gdy to one same będą decydowały o ilości stymulacji. Wynik tego eksperymentu potwierdził przypuszczenia badaczy. Kiedy zwierzątka odkryły do czego służy dźwignia, zaczęły sobie dostarczać stymulacji do momentu, w którym padły z wycieńczenia.

            Kolejnym krokiem w odkrywaniu działania układu nagrody było przebadanie ludzi. W latach sześćdziesiątych XX wieku na uniwersytecie Tulane Robert Heath wszczepił elektrody w odpowiednie miejsca w mózgach badanych i dał im możliwość regulacji ich własnej stymulacji. Od razu po rozpoczęciu badania pacjenci zaczęli nieustannie aplikować sobie dawkę elektrowstrząsów. Nie przestawali nawet w momencie, gdy prowadzący ogłaszali przerwę na jedzenie. Interesowało ich tylko to dziwne uczucie w ciele.

            Można by pomyśleć, że stymulacja układu nagrody daje nam czystą przyjemność. Po paru kolejnych badaniach okazało się być inaczej. Stymulacja tego obszaru daje nam obietnicę przyjemności. Dlatego zarówno szczury jak i ludzie nie chcieli zaprzestać naciskania dźwigni. Mieli poczucie, że nagroda w postaci przyjemności niedługo nastąpi, a ona wcale nie przychodziła. Ta sytuacja pokazuje, że niespełnione pragnienie w połączeniu z obietnicą jego zaspokojenia może bardzo łatwo doprowadzić do kompulsywnego powtarzania danego zachowania, czyli nic innego jak uzależnienia.

            Wszystko to, co może nam dać przyjemność powoduje pobudzenie w układzie nagrody. Niezależnie od tego, czy spojrzymy na nowy model samochodu, który się nam podoba, ulubione danie, czy polityka, którego popieramy, spowoduje to pobudzenie tego ośrodka oraz podwyższony poziom dopaminy. Ciągłe zastrzyki tego neuroprzekaźnika pełnią bardzo ważną rolę w zachowaniu człowieka. W procesie ewolucyjnym bez dopaminy, nie rozmnażalibyśmy się w kluczowych momentach. Taki mechanizm mógłby zadziałać w przypadku nastolatki wspomnianej na początku oraz milionów ludzi na całym świecie, którzy kompulsywnie sprawdzają facebooka, przeglądają filmy na youtubie, biorą narkotyki i uzależniają się od czegokolwiek.

            Powstaje teraz pytanie jak się przed tym wszystkim bronić? Jak dopaminizować te obszary swojego życia, które są korzystne, a zredukować te obszary, które krzyżują nam nasze długoterminowe plany? Należy zacząć od szczegółowego przyjrzenia się swojemu życiu. Jeśli zaczyna się w nim pojawiać aktywność, która zabiera zdecydowanie za dużo czasu, niż byśmy tego chcieli, to warto jest sobie zadać pytanie, dlaczego to w ogóle robimy. Może jest właśnie tak, że w przypadku odczucia nudy, sięgamy po odrobinę dopaminy, by zredukować to nie przyjemne uczucie? Jeśli tak właśnie jest, należałoby odwrócić całą sytuację. W przypadku wszystkich żmudnych obowiązków, które was odstręczają (ale z jakiegoś powodu muszą być zrobione), spróbujmy się nagradzać za ich wykonanie. Może to być ulubiona muzyka, spacer, przeczytanie ciekawej książki, a nawet pogratulowanie sobie patrząc w lustro. Lepsze to niż wódeczka w nagrodę za zmywanie. W drugim przypadku jeśli mamy jakiś nawyk, który chcemy zmienić, pomocne by było karać się za jego wykonanie. Jeśli po raz kolejny odpłynęliśmy na parę godzin w odmęty Internetu, można zaaplikować sobie trochę nieprzyjemności w postaci przysiadów, pompek i krótkiego rozciągania. Myślę, że chłosta nie byłaby najlepszym rozwiązaniem. Powodzenia!