Każdy z nas nosi w sobie ranę.

Idealne rodziny nie istnieją. Są tylko zranieni rodzice z dobrymi intencjami, którzy wychowają mniej lub bardziej zranione dzieci. Niezależnie od tego jak dobrze wspominamy dzieciństwo, doświadczyliśmy wielu  sytuacji w których nasze potrzeby nie były zaspokojone, a granice zostały przekroczone. Właśnie wtedy pojawiały się w nas pierwsze rany.

„Zranione” dziecko kiedyś dorasta i poznaje bliżej drugą, często też „zranioną” osobę. Żyją razem, tworzą rodzinę, pojawia się dziecko. Są razem ze sobą jakiś czas i w pewnym momencie decydują się na stworzenie nowego pokolenia. Małe dziecko daje ogromną radość i satysfakcję, ale nie zawsze wyzwala w ludziach to, co najlepsze. Pracując więcej (żeby zapewnić dobrą przyszłość), śpiąc mniej (żeby wykarmić dziecko) i rzadziej rozmawiając z partnerem (żeby zająć się dzieckiem) pojawiają się takie reakcje, które są zaprzeczeniem prawdziwej rodzicielskiej miłości. Dziecko dorasta i przekazuje dalej dysfunkcjonalne sposoby tworzenia relacji.

Pewnie każdy z Was widział i słyszał jak rozgniewana mama, najczęściej w sklepie, mówi do kilkuletniego dziecka, które darło się w niebogłosy:

– Jak nie przestaniesz się mazać to dostaniesz lanie!

Momentalnie przestaje…

Byłem też kiedyś świadkiem sytuacji w metrze, w której widać jak jeden z rodziców wciąga małe dziecko w intrygę małżeńską. Tata czule obejmuje 10-latka i zaczyna swoją opowieść, w której doskonale widać, że czasem wyznanie miłości może być czystą manipulacją:

– Pamiętaj synku, mama jest złym człowiekiem. Wszystko to, co o mnie mówi jest kłamstwem. Ona chce mnie zniszczyć, a ja Ciebie tak kocham. Rozumiesz co, chcę ci przekazać? Mi zależy na Twoim dobru, a ona chce nas rozdzielić…

Synek chciał coś odpowiedzieć, ale jego tata postanowił zakończyć:

– Nic nie musisz mówić. Wiem, że rozumiesz. Bardzo Cię kocham.

W obu przypadkach nie można mówić o powstaniu traumy. Daleko im do poważnych nadużyć takich jak głodzenie, bicie, czy molestowanie seksualne. Jednak powtarzanie sytuacji podobnych do przedstawionych powyżej pozostawia jakiś ślad. Szczególnie na tych, którzy rodzą się odrobinę bardziej wrażliwi.

Różne rodzaje ran

 

W psychologii głębokie rany określa się mianem traumy. W ścisłym tego słowa znaczeniu występuje ona wtedy, gdy określone wydarzenie jest poważnym zagrożeniem dla życia i zdrowia, które przekracza zdolności danego człowieka do poradzenia sobie z nim. Trauma może, ale nie musi spowodować zespołu stresu pourazowego. To zaburzenie objawia się między innymi podwyższonym poczuciem lęku, depresją, koszmarami sennymi i obniżonym poczuciem własnej wartości. W niewielu przypadkach trauma zostanie całkowicie wyleczona. W większości spowoduje spustoszenie i cierpienie przez całe życie. Radzić sobie z traumą można na różne sposoby. Niektórzy trafią do dobrego terapeuty, który pomoże im się wyleczyć. Reszta będzie próbowała poradzić sobie sama. Oto kilka z tych sposobów.

Zależne relacje

W niektórych przypadkach trauma może spowodować wytworzenie osobowości zależnej. Taka osoba w swoim zachowaniu może czasem przypominać małe dziecko, które boi się opuszczenia przez bliskie osoby i potrzebuję ciągle być pod opieką. W klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-V) wymienia się takie cechy jak: trudność z podejmowaniem decyzji, problem w inicjowaniu projektów i robieniu czegoś samemu oraz gwałtowne poszukiwanie nowych związków jako źródeł opieki i wsparcia w momencie zakończenia bliskiej relacji. Szacuje się, że na takie zaburzenie osobowości cierpi około 0,6 procent ludzkości, czyli ponad 400 milionów ludzi. Owa zależność może również wytworzyć duże problemy z samooceną, która będzie całkowicie zależała od aprobaty innych ludzi. Takie poszukiwanie akceptacji może stać się źródłem zmagań trwających całe życie. Ktoś może chcieć osiągnąć wielki sukces i mieć dużo pieniędzy, ponieważ dopiero wtedy pokaże rodzicom ile jest wart, a oni będą z niego dumni. To może być uczeń, które swoje szczęście uzależnia od tego, czy pochwali go nauczyciel lub pracownik, który rozpacza, ponieważ nie dostał awansu.

            Takiej zależności ciężko się pozbyć. Zaburzenia osobowości mają to do siebie, że są społecznie akceptowane i często wchodzą w schemat: „ona po prostu tak ma. Już się nie zmieni”. Jednak pierwszym krokiem jest zawsze zauważenie danego schematu w swoim życiu. Jednak sama świadomość zaburzenia nie wystarcza do pełnego wyleczenia. Za to może skłonić do tego by szukać pomocy u kompetentnej osoby, a nie w bliskich związkach opartych na patologicznych wzorcach.

 

Poszukiwanie mocnych wrażeń jako sposób na obniżenie bólu

 

„Stary, ja po prostu wtedy czuję, że żyję”. Usłyszałem kiedyś od znajomego, który w wolnych chwilach wyprzedza na trzeciego, jedzie w mieście 180 km/h i driftuje na warszawskich rondach. Takie osoby, które czują, że żyją tylko w obliczu dużego ryzyka znajdziemy w różnym miejscach. Mogą to być nałogowi hazardziści zastawiający swój dom, żeby pograć w ruletkę, zdradzający partnerzy w obliczu związkowej rutyny, czy licealista upijający się do nieprzytomności w każdy piątek. Wszystkie te zachowania są dla wielu ludzi źródłem lekarstwa jakim jest adrenalina. Lekarstwa, które likwidują nieprzyjemne symptomy tylko na chwilę. Czekając na wymarzoną liczbę w kasynie nie myśli się o własnych ranach i krzywdach wyrządzanych bliskim ludziom. Zamawiając kolejny kieliszek zapominamy na chwilę o tym, że codzienne życie boli. Tacy ludzie lubią, gdy jest bardzo głośno i dużo się dzieje. Nie potrafią znieść ciszy i spokoju. To wtedy wewnętrzne demony pukają do drzwi świadomości. Chwilę przed, powiedzą, że jest im bardzo nudno i może pobiegną szukać czegoś co odwróci ich uwagę. Będą robić wszystko, żeby nigdy nie poczuć strachu, smutku, czy wstydu.

 

Ucieczka w wirtualny świat

 

Kolejną próba wyleczenia swoich ran jest ciągła potrzeba stymulacji. Dzisiaj odbywa się to za pomocą przeróżnych technologicznych urządzeń. Niezależnie do tego, czy są telefony, laptopy, czy telewizory, chodzi o jedną rzecz. Silny bodziec, który odwróci uwagę od naszego wnętrza. O ile w wielu przypadkach będzie to naturalna potrzeba rozrywki, to kompulsywne włączenie Internetu lub oglądanie seriali może być pewnym rodzajem ucieczki od swoich problemów. Poczucie egzystencjalnego dyskomfortu jest dla takiej osoby bodźcem, który skłania do tego, by skierować uwagę na coś przyjemnego. Patrzeć do wewnątrz na swoje rany nie jest tak atrakcyjne jak filmiki na youtubie. Jeśli zauważy się u siebie tendencje do ucieczki w trudnych momentach, może to być punktem zwrotnym w leczeniu swoich ran. Jednak takie ucieczki nie zawsze łatwo zauważyć. Niekoniecznie musi się to odbywać w świecie technologii. Może to być chęć zmiany niewygodnego tematu z przyjacielem, zaczytywanie się w książkach w obliczu życiowych trudności albo zajadanie się za każdym razem, gdy poczujemy „że coś jest nie tak”.

 

Wszyscy jesteśmy zranieni

Głęboko wierzę, że każdy człowiek nosi w sobie różne rany. Mają one wpływ na nasze życie, na to jak zachowujemy się każdego dnia. To one skłoniły nas do wyboru tego partnera lub tej partnerki. Dzięki nim wybraliśmy akurat tę pracę. To przez nasze rany czujemy się źle, gdy ktoś nas krytykuje i mamy problem z dyscypliną. To przez nie ranimy tych, których kochamy. To przez nie boimy się zaglądać do naszego wnętrza. To przez nie ranimy dalej siebie. Co z tego może wynikać? Wiele rzeczy, ale jedną z nich jest to, że łatwiej komuś wybaczyć. Nie dogadujesz się z rodzicami? Kolega z pracy cię obgaduje? Ktoś zajechał Ci drogę? Ktoś zrobił najgorszą rzecz, jaką tylko mógł? Pomyśl sobie, że ten ktoś jest głęboko zraniony. Wtedy łatwiej wybaczyć.

 

Tags , , ,

One thought on “Każdy z nas nosi w sobie ranę.”

  1. Alkohol, czy hazard to żadna forma ucieczki od traumy. Co do zaznania traumy w życiu, czasami myślę, że połowa Polaków tak ma, a nawet więcej. Wystarczy załączyć amerykańskie media, internet, czy gazety i o dużo wieksza liczba ludzi jest zadowolona z życia. Może o gazetach to nietrafny argument, ale na pewno to widać tam jadąc na +tydzień.

    W sumie ja się nie dziwię, przecież miliony straconych żyć w 100 lat się nie odrobi, a potem jeszcze PRL…

    Dokładnie, trzeba mieć to na uwadze, kiedy ktoś rani :)))

Comments are closed.