Codzienne rytuały, czyli o pożytkach z powietrznych kąpieli i zażywania amfetaminy w imię matematyki

Paul Erdos był wielkim matematykiem. Całe swoje życie poświęcił rozwojowi królowej nauk. Bardzo często spał po trzy godziny dziennie, a przez resztę dnia opracowywał nowe teorie. Miał też swoje słabości. Przez całą swoją karierę przyjmował dwadzieścia miligramów amfetaminy dziennie. Jeden z jego przyjaciół zmartwiony, że Erdos nadużywa narkotyków, założył się z nim, że nie wytrzyma być czystym przez trzydzieści dni. Węgier podjął się wyzwania i wygrał zakład. Po miesiącu przyszedł do swojego znajomego i powiedział: „Udowodniłeś mi, że nie jestem uzależniony, ale nic przez ten miesiąc nie zrobiłem. Wstawałem co rano i gapiłem się na kartkę papieru. Byłem jak zwykły człowiek, nic mi nie przychodziło do głowy. Cofnąłeś rozwój matematyki o miesiąc”. Ta historia mogłaby być inspiracją dla młodych ludzi, którzy aspirują do bycia naukowcami. Jednak większe prawdopodobieństwo jest to, że bez odpowiedniej etyki pracy skończyłoby się to zwykłym uzależnieniem bez ani jednego twierdzenia matematycznego.

Jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Benjamin Franklin miał w zwyczaju codziennie wykonywać „powietrzne kąpiele”. Nie oznacza to wcale, że wchodził w kąpielówkach do pustego basenu. Ten osobliwy zwyczaj polegał na wstawaniu bardzo wcześnie rano i siedzeniu nago w oknie sypialni. Nie jestem pewny, czy jego pokój znajdował się tuż przy głównej ulicy i to właśnie widownia zapewniała Amerykaninowi dobre samopoczucie, czy może jednak chodziło o świeże powietrze. W każdym razie polityk twierdził, że dzięki temu „ćwiczeniu” ma najbardziej przyjemny sen jaki można sobie tylko wyobrazić.

Historie Paula Erdosa i Benjamina Franklina są jednymi z setek opisów codziennych rytuałów zawartych w niedawno wydanej świetnej książce brytyjskiego dziennikarza Masona Curreya. Pierwszy wniosek, który się nasuwa (może być zaskakujący tylko dla ludzi poniżej 15 roku życia), jest taki, że wielkie dzieła wymagają wielkiej pracy. Oczywiście można by poprzestać w tym miejscu, ale nasuwa się też refleksja, że większość znanych artystów ma bardzo poukładane życie. Oczywiście bardzo często piją na umór jak Ernest Hemingway, ale wstają codziennie rano o 5:30. Większość z nich ma bardzo jasno określone godziny tworzenia, które są uniezależnione od poziomu weny. Ma to przyzwyczajać umysł danego artysty, że każdego dnia o tej konkretnej godzinie ma być gotowy do największego wysiłku. Myślę, że znajdzie się parę takich rytuałów i nawyków tych wielkich twórców, które spokojnie może zastosować każdy z nas.

Jeśli spojrzymy na aktywności, które każdy mieszkaniec naszej cywilizacji wykonuje codziennie to uzbiera się z tego niezła ilość. Myjemy się, ubieramy, sprzątamy mieszkanie, jemy, wyrzucamy śmieci, czy płacimy rachunku. Można to nazwać taką codzienną, żmudną rutyną, z której najchętniej byśmy zrezygnowali. Mało kto ma na tyle odwagi oraz tupetu jak Freud, który prosił swoją żonę o nakładanie pasty do zębów na szczoteczkę. Do tego zdecydowanie nie zachęcam, nawet jeśli argumentem jest: przecież ja chce stworzyć wielkie dzieło! Rozwiązaniem dla ogromnej niechęci do mieszczańskich obowiązków będą automatyzmy. Jeśli chcemy zachować jak najwięcej energii dla naszych wyższych celów, cokolwiek one oznaczają, to należy zminimalizować ilość podejmowania decyzji w innych obszarach. Jeśli rano w pośpiechu myjesz się, szukasz ubrania, pakujesz się do wyjścia i nie zdążasz nawet nic zjeść, warto jest poświęcić 10 minut poprzedniego wieczoru, aby to wszystko wcześniej przygotować. Znam rodziny w których najczęstszym tematem kłótni jest sprzątanie wspólnej przestrzeni. Nie wiem, czy wynika to z zamiłowania do pięknej sztuki jaką jest retoryka, czy po prostu z braku pomysłu na rozwiązanie tego głupiego problemu, ale zdarzają się przypadki w których ludzie kłócą się w swoich związkach o sprzątanie przez kilkadziesiąt lat. Wystarczy usiąść wspólnie i w imię ułatwienia sobie życia, podzielić się wszystkimi obowiązkami według zdrowego rozsądku. Przy czym zdrowy rozsądek nie oznacza bardzo częstego w Polsce podejścia, że j ta osoba, która zarabia więcej pieniędzy, w ogóle nie sprząta. W momencie, gdy te wszystkie nudne rzeczy zostaną podzielone i odpowiednie zaplanowane, można na spokojnie zając się ważnymi rzeczami.

Zdarzają się przypadki, w których wielkie dzieła zdarzają się po prostu ot tak. To o czym się często zapomina to, to, że są one poprzedzone tysiącami godzin żmudnych ćwiczeń. Każdy z nas zna historię o Paulu McCartneyu, który usłyszał melodię „Yesterday” w swoim śnie i od razu ją zapisał. Bach i gotowe. Mało kto kojarzy historię codziennego wielogodzinnego grania dla pijanych Niemców w Hamburgu w dzielnicy domów publicznych. Niezależnie od tego, czy planujesz być artystą, polepszyć swoje relację, czy zająć się na poważnie jakimś sportem, kluczowym może okazać się zrobienie planu, dzięki, któremu możliwe będzie monitorowanie swoich postępów. Możliwe, że będzie on wyglądać następująco:: robię to jutro i powtarzam to jeszcze kilka tysięcy razy. Tak robił James Joyce, Fellini i… Paul Erdos.