O lęku, który spotkałem w lesie kabackim

Było około pierwszej w nocy, kiedy postanowiłem pójść na spacer do lasu. Na początku chciałem po prostu wrócić do domu, ale ciemność wydawała mi się bardziej interesująca. Nie uważam siebie za osobę przesadnie lękliwą, dlatego to, czego doświadczyłem tamtej nocy, bardzo mnie zaskoczyło. Doskonale wiedziałem jaką trasą chce przejść, więc nie zniechęcił mnie brak jakichkolwiek źródeł światła. Miałem iść prosto, aż do torów i później skręcić w lewo, aż do osiedla, na którym mieszkam. Prosta droga…

Zrobiłem parę kroków do przodu i nagle poczułem jak mocniej zaczyna mi bić serce. Pomyślałem, że to dziwne skoro idę bardzo powoli i nie widzę żadnych powodów, abym się czymś stresował. Po paru minutach byłem już pomiędzy drzewami i jedyne co widziałem to liście, przez które próbowałem się przedrzeć i nie naruszyć mojego ciała niewidzialnymi gałęziami. Teraz serce biło jak oszalałe, spociły mi się dłonie i poczułem jak w środku mnie rozlewa się lęk. Na co dzień doskonale wiem jak sobie radzić ze stresem. Rzucam poradami jak z rękawa moim znajomym, którzy zmagają się ze stresem przed jakimś egzaminem, trudną rozmową, czy po prostu chcą być bardziej zrelaksowani. Jednak poczułem wtedy przeogromny strach i byłem nim całkowicie sparaliżowany. W pewnym momencie stanąłem i czekałem, aż to okropne uczucie minie. Powoli sytuacja wracała do normy. Zacząłem sobie uświadamiać, że wyobrażałem sobie atakujące mnie dzikie zwierzęta. Spodziewałem się, że zaraz coś wyskoczy i będę musiał walczyć. Całkowicie zapomniałem, że byłem w tym miejscu już kilkaset razy i najbardziej dzikimi zwierzętami jakie widziałem były: sarna, kruk i wiewiórka. Lęk powoli mijał i czułem się coraz lepiej. Miałem przed sobą jeszcze jakieś pół godziny drogi, kiedy nastąpił drugi atak. Byłem już na torach, kiedy zauważyłem w oddali bardzo mocne światło. Mogła to być albo policja albo jakaś para z latarką, która postanowiła w lesie pozbierać grzyby. Mój umysł skłonił się ku pierwszej opcji, co sprawiło, że napięcie znów się pojawiło. Nie miałem przy sobie nic, co mogłoby wpakować mnie w kłopotu przy ewentualnym przeszukaniu, ale wizja rozmawiania z policjantami o pierwszej w nocy w środku lasu nie napawała mnie radością. Wtedy zacząłem jedną z ciekawszych rozmów w moim życiu. Z jednej strony snułem wizję na temat zażartej walki między prawowitym obywatelem (czyli mną), a tępym aparatem władzy (policjantami), a z drugiej strony myślałem, że myślę o jakichś bzdurach i powinienem po prostu iść dalej. Najbardziej komiczne okazało się to, że zamiast samochodu stała tam tablica, która odbijała światło pobliskiej latarni.

Ciężko mi określić, czy moje doświadczenie było klasycznym atakiem paniki. Według standardów DSM IV, brakowało tam jeszcze paru czynników takich jak drżenie, czy lęk przed śmiercią. Niezależnie od tego jak zakwalifikować to doświadczenie, to wydaje mi się interesujące, że nie miałem już nigdy podobnej reakcji będąc w lesie w ciemności. Następnym razem, czułem, że jestem wewnętrznie pobudzony, ale nie było śladu po wewnętrznym dyskomforcie, który tak mocno dał mi się we znaki za pierwszym razem. Myślę, że to moje doświadczenie jest jednym z setek przykładów, które każdy może znaleźć w swoim życiu, kiedy robimy coś, czego się boimy i sam ten fakt sprawia, że oswajamy swoje wewnętrzne demony. Na koniec chciałbym się z wami podzielić dwoma badaniami, które mogą zmienić wasze podejście do stresu.

Przez osiem lat śledziono życie 30 tysięcy dorosłych w USA. Zadano im dwa pytania, pierwsze dotyczyły tego, jak dużo stresu doświadczają na co dzień, a drugie brzmiało: czy uważasz, że stres szkodzi twojemu zdrowiu? Następnie sprawdzono, kto z badanych zmarł w tym czasie. Okazało się, że u osób, które doświadczały największą ilość stresu, ryzyko zgonu było wyższe o 43%, niż u osób mniej zestresowanych, ale dotyczyły to tylko i wyłącznie tych, którzy uważali, że stres jest szkodliwy. Ci, którzy uważali stres za normalną reakcję organizmu na wyzwania dnia codziennego mieli najmniejsze ryzyko zgonu ze wszystkich badanych. W drugim badaniu uczestnicy zostali poddani społecznemu testowi stresu, który polegał między innymi na mówieniu przez 5 minut o swoich wadach przed publicznością złożoną z bardzo surowych sędziów. Badani zostali podzieleni na dwie grupy: kontrolną oraz taką, w której przed testem zostali poddani pewnemu treningowi. Polegał on na nauczeniu badanych nowej reakcji na stres, który polegał na uświadomieniu sobie tego, że odczuwanie dużego pobudzenia w ciele w postaci wysokiego pulsu, zwiększonego ciśnienia daje nam więcej energii na poradzenie sobie z trudnym wyzwaniem. Okazało się, że właśnie takie myślenie sprawia, że podczas reakcji stresowej tętnice pozostają rozluźnianie a nie kurczą się, co zdecydowanie zmniejsza ryzyko zachorowania na chorobę wieńcową lub zawał. Jestem przekonany, że ta mała zmiana, mogłaby się okazać kluczowa dla tysięcy ludzi na całym świecie.

Dlatego następnym razem, kiedy zauważysz u siebie stres, pomyśl, ze ciało chce ci pomóc w wyzwaniu, którego właśnie doświadczasz. Może to się zdarzy w pracy, na uczelni, a może w lesie kabackim. Miłego stresowania.